Muzeum Zamoyskich w Kozłówce

12 lutego 2015

Miłość na Mariensztacie

Opublikowano: 12.02.2015, 13:01

Opowieść nie powstałaby, gdyby nie zbliżające się Walentynki oraz historia pewnego dzieła, znajdującego się w Galerii Sztuki Socrealizmu Muzeum Zamoyskich w Kozłówce. Mowa o obrazie Janiny Jasińskiej-Luterek „Zakochani”. Przedstawieni na nim kobieta i mężczyzna stoją vis a vis, w ujęciu do kolan, w romantycznej pozie nieśmiałej czułości. Kobieta ma kasztanowe włosy uczesane w dziewczęcy kucyk. Jest ubrana w cytrynowożółtą sukienkę z lekko odsłoniętymi ramionami. Zwrócona przodem do partnera, kieruje wzrok na mały, czerwony goździk, który trzyma w dłoniach. Ciemnowłosy mężczyzna prawą ręką dotyka przedramienia ukochanej i lekko pochyla ku niej głowę. Na spotkanie założył ciemne spodnie i białą koszulę z kołnierzykiem. Oboje są młodzi, piękni i niewątpliwie zakochani. Ten obraz został zaprezentowany w 1955 roku na Ogólnopolskiej Wystawie Młodej Plastyki pod hasłem PRZECIW WOJNIE – PRZECIW FASZYZMOWI, zorganizowanej z okazji V Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów. Pokaz odbył się w salach warszawskiego Arsenału, stąd zwyczajowa nazwa wydarzenia – „ARSENAŁ”. Na wystawie zostało zaprezentowanych blisko 500 prac ponad 240 artystów. Ekspozycja przeszła do historii z uwagi na jawne wystąpienie jej uczestników przeciwko stylistyce socrealizmu. Janina Jasińska-Luterek była jedna z inicjatorek „Arsenału”. Obok jej nazwiska znalazły się nie mniej słynne: Jana Dziędziora, Jacka Sienickiego czy Marka Oberländera. „Arsenał” wywołał falę polemiki. Co do jednego krytycy byli zgodni – prace zgromadzone na wystawie prowokowały do pytań o kształt sztuki, „spór artystyczny i estetyczny, jaki spowodował”. Obraz „Zakochani” wykracza pokaramy wytyczone wcześniej przez socrealizm. Pewne skojarzenia z tą epoką przychodzą za sprawą czerwonego goździka, który większości z nas kojarzy się z PRL-em, ale nie jest to odwołanie jednoznaczne.

„Odwilż” w polskiej sztuce przenosi się także na literaturę, muzykę i film. W roku 1955 został wydany bestseller „Zły” Leopolda Tyrmanda. Akcja książki toczyła się, co prawda, w zrujnowanej i odbudowywanej przez brygady murarskie Warszawie, ale główną osią fabuły było poszukiwanie tajemniczego mężczyzny, który na własną rękę wymierzał sprawiedliwość grasującym w stolicy chuliganom. Była tu także miłość i… słynny bazar Różyckiego z jego „ciuchami”. W roku 1957 w Gdańsku rozpoczyna działalność Teatr „BIM BOM”, w którym szlify aktorskie pobierali m.in. Zbigniew Cybulski i Bogusław Kobiela. W roku 1960 publiczność będzie walić tłumnie na „Niewinnych czarodziejów” w reżyserii Andrzeja Wajdy. Czyta się „Przekrój”, słucha się jazzu, ale także nuci polskie piosenki. Ta, którą zacytujemy za chwilę, powstała dla warszawskiego STS-u w roku 1958:”Oczy mają niebieskie i siwe, dwuzłotówki w kieszeniach na kino, żywią się chlebem i piwem, marzną im ręce zimą: Kochankowie z ulicy Kamiennej pierścionków, kwiatów nie dają. Kochankowie z ulicy Kamiennej wcale Szekspira nie znają. Kochankowie z ulicy Kamiennej. Wieczorami na schodach i w bramach, dotykają się ręce spierzchnięte, trwają tak czasem aż do rana, kiecki są stare i zmięte. Kochankowie z ulicy Kamiennej tramwajem jeżdżą w podróże. Kochankowie z ulicy Kamiennej boją się gliny i stróża. Kochankowie z ulicy Kamiennej.” Autorką tego tekstu jest Agnieszka Osiecka, a piosenka, skomponowana jako przerywnik zaangażowanego teatru, stała się wielkim przebojem i zaczęła samodzielny żywot.

To wszystko dopiero przed nami. Zwłaszcza, że w Galerii Sztuki Socrealizmu Muzeum Zamoyskich w Kozłówce znajduje się inny, dla Galerii sztandarowy, obraz związany z uczuciami w dobie „odbudowy stolicy”. Powstał on w roku 1952. To „Na rusztowaniu” Aleksandra Stefanowskiego. Ona i on – niewątpliwie zakochani, zamiast patrzeć sobie w oczy, spoglądają z rusztowania w nieokreśloną dal, a są ubrani w poplamione stroje robocze. Towarzyszą im oczywiste atrybuty: ceglany mur, rusztowanie i kielnia, którą trzyma dziewczyna.

Temat miłości był jednym z tych, którego postrzeganie zmieniło się wraz z odejściem od dogmatycznego socrealizmu. Wcześniej eliminowano ze sztuk plastycznych erotykę i miłość. Stawiano raczej na partnerstwo, równouprawnienie i wspólne budowanie „socjalistycznej przyszłości”. Uczucia, romantyczne uniesienia i chwile zapomnienia były władzy niepotrzebne, wręcz zagrażały stabilności budowanego z mozołem systemu.

Potwierdzeniem tej tezy może być pierwsza polska „komedia romantyczna”J z roku 1954. To „Przygoda na Mariensztacie” w reżyserii Leonarda Buczkowskiego. „Dziś rano twe dłonie dziewczęce mieszały i wapno i piach. Wieczorem olśnienie w kwiecistej sukience. Ładna jesteś jak, ładna jesteś jak… ach!” Obraz eksponowany w kozłowieckiej Galerii Socrealizmu mógłby być gotowym plakatem reklamowym tej produkcji . Hanka i Janek, członkowie brygad murarskich, radosne współzawodnictwo i zabawa z „walczykiem i panną taką jak Ty”. Kinowy produkt socrealizmu, którego akcja toczy się w Warszawie, ale…którego zdjęcia powstawały w Łodzi (!), warto przywołać z kilku powodów. Po pierwsze-doskonałej roli Lidii Korsakówny, grającej Hankę. Po drugie – muzycznego debiutu Ireny Santor, śpiewającej wszystkie filmowe hity. Po trzecie – „Przygoda” była pierwszym polskim filmem kolorowym.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.